W ten sposób przebiedowaliśmy do świtu
„W ten sposób przebiedowaliśmy do świtu i z uczuciem prawdziwej ulgi ruszyliśmy w drogę. Deszcz od pewnego czasu przestał padać. Szybki krok rozgrzał nas, przywracając sprawność zesztywniałym członkom.
Wydostawszy się z powrotem na siodło i doszedłszy wczorajszym płajem do miejsca, gdzie skręcał on ku dolinom, zorientowaliśmy mapę możliwie najdokładniej. Przy pomocy kompasu został wytyczony kierunek na szczyt Heczki. Wynik wskazywał, że trzeba skręcić na lewo wskos i iść lasem na przełaj.
Kapral C, z którym umówiłem odpowiednie sygnały, szedł jak zwykle na przedzie. Przebywszy około kilometra, dostrzegliśmy przed sobą przejaśnienie zwiastujące skraj lasu. Kapral dał nam sygnał „stój", sam zaś, ukryty za grubym bukiem, wychylił głowę rozglądając się na wszystkie strony. Usłyszeliśmy nowy sygnał „granica".
Zebraliśmy się całą gromadką pod bukiem. Przed nami widniał szeroki pas przeręby. Za duktem widać było kulturę świerkową, nieco w prawo — starodrzew bukowy. Słup graniczny numer 22.
Przez czas pewien staliśmy w głuchym milczeniu. Twarze moich towarzyszy były poważne, zamyślone, smutne.
Po chwili staliśmy na obcej ziemi. Za nami pozostała Ojczyzna.
Rozmiękłym gliniastym płajem schodziliśmy szybko w dolinę. Po dłuższym marszu usłyszeliśmy szczekanie psa. Na wąskiej łące pasły się nad potokiem owce. Ich pastuch był pierwszą ludzką istotą, napotkaną przez nas od dni kilku, od chwili wejścia w Karpaty.“(1)
monitoring |