„— nie, nie potrafiłbym inaczej określić tego, czego oczekuję od cywilizacji, od kultury, od ludzi bezustannego kontynuowania życia. Chwile największych klęsk wyłaniały się z przerwy, z pustki. Nie dopuszczać do milczenia, zachowywać ciągłość. To nic, że pojęcie życia, cenę trwania odczuwam dopiero wstecz, po dłuższym czasie —
— przez własne dziury, przez otwory po wybitych segmentach tej mojej konstrukcji, tego monolitu.
— duże, ciemne okulary, przysłaniające połowę twarzy, chronią nie tyle od światła, co od ludzkiego wzroku. Nosi się je jak maskę, mają ukryć znużenie wokół oczu, ich prawdziwy wyraz...
— zdaje się, że na chwilę zasnąłem... naciskałem jakąś klamkę, otwierałem ciężkie, białe drzwi... z głębi, z błyszczącego fotela mówił, a właściwie jęczał człowiek cały w bandażach, wydając na migi polecenia innym, nie obandażowanym, lecz zakapturzonym. Patrzyłem na to z głębokim szacunkiem, wszystko rozumiałem; na tej nowo odkrytej planecie stwierdzono promieniowanie leczące chorobę R i on kierował tam pierwszą stacją leczniczą. Ale skąd o tym wiedziałem Ze snu. Co miesiąc w specjalnym pojemniku wracał na Ziemię po nowych pacjentów, był jeszcze napromieniowany —“(9)
<<<< - Malowałem to już tyle
| Tego dnia profesor >>>>
ranking kredytów mieszkaniowych |hotel mazury |obuwie i odzież do biegania