„— On mi ocalił życie — stwierdził poważnie Karol. — Z wdzięczności. Sądzę, że to prawda.
— Z jakiej wdzięczności
— Że go wybroniłem przed Flanaganami. Później widać uciekł z Laramie i powiadał, że zawdzięcza mi wolność. Wam również.
— Ufasz jego szczerości — zdziwił się Samuel.
— Oczywiście. Ryzykował własną skórą, chociaż nic go do tego nie zmuszało.
— Hm, myśmy nie mieli takiej pewności. Nawet nie bardzo chcieliśmy słuchać, raczej zerkając na konie, czy aby ich nie wyprowadza. On sam przybył na wierzchowcu jak się patrzy, a i uprząż miał nielichą! Skąd ją zdobył Na pewno nie uczciwym sposobem.
— Ten koń jest skradziony — przyznał Karol.
— Nie mówiłem — wykrzyknął Abel.
—Ale i mój koń jest skradziony. Osłupieli na ihwilę.
— Jak to — wyjąkał Samuel. — Wdałeś się z tym złodziejem
— Posłuchajcie spokojnie. Nie jestem złodziejem, ale nie miałem wyboru. Carty wam o tym nie wspominał
— Ani słówkiem nie pisnął o pochodzeniu swego wierzchowca. Zastanawiałem się nawet, na czyich to koniach zdołaliście umknąć, ale Carty tak kręcił, że nie otrzymałem żadnej sensownej odpowiedzi.
— Na czyich koniach uciekliśmy — powtórzył Karol. — Doprawdy nie wiem. On chyba również.
11 — Gwiazda...
— Ten człowiek doczeka się kiedyś postronka — zauważył surowo Samuel.“(11)
<<<< Tego dnia profesor
| Na granicy Pikardii i Soissonnais >>>>
Apartamenty nad morzem |city light |hotele zakopane