„W krótkich słowach wyniszczyłem, o co mi chodzi. Jean pomedytował chwilę i rzekł z typowym dla marsylczyków akcentem
— Teraz nie mogę nic przyrzec. Muszę się sam rozejrzeć, popytać. Przyjdź jutro po południu do baru „Colonial" (tu podał adres), może już coś będę wiedział, a przy okazji zjemy naszą marsylską „bouillabaisse" . Jest tam równie dobra jak u „Chez Pascal" .
Podziękowałem, kordialnie uścisnąłem dłoń patrona i wyszedłem na ulicę. Zdążałem w kierunku Cancbiere, głównej arterii miejskiej. Myślami byłem jeszcze przy rozmowie z Jeanem i nie dostrzegłem, że stojący po przeciwnej stronie ulicy żandarm bacznie mnie obserwuje. Musiał dopatrzyć się czegoś podejrzanego, bo raptem usłyszałem głośny okrzyk
—Hej, ty tam, zatrzymaj się!
Spojrzałem i w pierwszej chwili nogi ugięły się pode mną. Będzie legitymował! A cóż ja mogę okazać Przecież nic zaświadczenie o pracy w obozie, które mi wydał major Ciniewicz w dniu ucieczki z Camp des Garrigues.
Nic zastanawiając się wiele, pognałem z kopyta do najbliższej przecznicy i nim zaskoczony żandarm ruszył w pościg, zdążyłem zniknąć już za rogiem. Usłyszałem tylko przeraźliwy świst policyjnego gwizdka. To mój prześladowca zwoływał pomoc.“(4)
Kredyt hipoteczny dominet |żyrandole |sklep internetowy